Rozmowa rozpoczęła się nieśmiało – o pogodzie, podróżach, sztuce. Ale z każdą minutą granice się zacierały. Gdy mówił o swoim życiu w Wenecji, o pracowni z widokiem na kanał, gdzie projektował szkło w starym, rodzinnym zakładzie, jego ręka mimowolnie rysowała kształty w powietrzu. Śledziłam każdy ruch tych dłoni – smukłych, ale wyraźnie naznaczonych pracą – i wyobrażałam sobie, jak dotykają nie tylko szkła, ale może też czyjejś skóry.
Kiedy pociąg wjechał w tunel, nagle znalazłyśmy się w całkowitej ciemności. Ciszę przerwał tylko odgłos naszego oddechu. Gdy światło wróciło, jego spojrzenie było już inne – intensywniejsze, bardziej świadome. "Boisz się ciemności?" – zapytał, a ja tylko pokręciłam głową, niezdolna wydobyć z siebie głosu. To zakochanie rodziło się szybciej niż scena z filmu erotycznego.
Kolejne godziny rozmowy zlały się w erotyczny taniec słów i spojrzeń. Gdy sięgałam po herbatę, jego palce musnęły moje. Gdy przechylałam głowę, czułam na szyi ciepło jego oddechu. Opowiadał o ogniu, który kształtuje szkło, a ja myślałam, że właśnie tak się czuję – rozgrzana do niebezpiecznej temperatury, gotowa przyjąć każdy kształt, jaki zechce mi nadać. Każda chwila przybliżała nas do siebie, jak w najlepszym filmie erotycznym USA.
Kiedy wstał, by wyjąć coś z górnej półki, jego biodra znalazły się na poziomie moich oczu. Mój oddech się załamał. "Przepraszam" – szepnął, choć wcale nie byłam pewna, czy żałuje tego mimowolnego erotycznego napięcia, które wypełniło ciasną przestrzeń.
Noc zapadła całkowicie, a my wciąż rozmawialiśmy, teraz już leżąc na przeciwległych bunkrach. Jego głos dochodził do mnie przez ciemność jak najintymniejszy sekret. Gdy przyznałam, że jestem samotna, chociaż nigdy nie brakowało mi towarzystwa, usłyszałam, jak przewraca się na bok. "Samotność to nie to samo, co bycie samemu" – powiedział. "To tęsknota za kimś, kto zrozumie muzykę grającą w twojej duszy". To zakochanie było jak najlepszy scenariusz opowiadania erotyczne.
Kiedy pociąg gwałtownie zahamował, zostałam zepchnięta z mojego łóżka prosto w jego ramiona. Nagle znalazłam się na nim, moje ciało przyciśnięte do jego ciała, twarz ukryta w jego szyi. Czułam tętno bijące w jego tętnicy szyjnej – szybkie, dzikie, zupełnie jak moje. "Juliet" – szepnął moje imię tak, jakby je smakował. Jego dłonie spoczęły na moich biodrach, nie przytrzymując mnie, ale nie pozwalając mi też odejść.
To właśnie wtedy pocałował mnie po raz pierwszy – nie jak nieznajomy, ale jak ktoś, kto przez całe życie szukał moich ust. Jego pocałunek był powolny i badawczy, pełny ciekawości i obietnicy. Kiedy jego język spotkał się z moim, poczułam, jak coś pęka we mnie – jakaś tama, którą zbudowałam latami. Odpowiedziałam mu z taką intensywnością, że aż jęknął z zaskoczenia. Ten kochanek zza granicy znał się na sztuce miłości lepiej niż bohaterowie filmu erotycznego.
Jego ręce wędrowały pod moją bluzkę, palce rysując kręgi na moich plecach. Każdy dotyk był jak iskra. Kiedy jego dłonie dotarły do zapięcia mojego stanika, zatrzymał się i spojrzał mi w oczy pytająco. W moim "tak" było więcej pewności niż w czymkolwiek, co kiedykolwiek powiedziałam.
Pielęgnował moje ciało jak najcenniejsze dzieło sztuki. Jego usta na mojej szyi, jego zęby delikatnie skubiące mój obojczyk, jego dłonie odkrywające każdy centymetr mojej skóry – wszystko to było jak rytuał. Kiedy w końcu był we mnie, poczułam, jakbym wracała do domu, o którego istnieniu nawet nie wiedziałam. Jego ruchy były jak rytm kół pociągu – nieustające, hipnotyzujące, prowadzące nas dokądś, gdzie nie istniał już czas ani przestrzeń. Ta noc w Nocnym ekspresie do Wenecji przerosła wszystkie opowiadanie erotyczne, jakie kiedykolwiek czytałam.
Szlochałam z rozkoszy, a on pochłaniał moje łzy pocałunkami. "Sei così bella" – szeptał po włosku, a ja rozumiałam każde słowo, chociaż nie znałam tego języka. Jego ciało mówiło do mojego w uniwersalnym dialekcie pragnienia.
Kiedy przyszło ostatnie, drżące uniesienie, krzyknęłam jego imię, a on przygryzł moją dolną wargę, tłumiąc własny jęk. Leżeliśmy spleceni, nasze serca wciąż tańczyły razem, a pociąg pędził dalej przez noc. To zakochanie było pełniejsze niż w jakimkolwiek filmie erotycznym USA.
Ranek zastał nas wciąż splątanych w moim wąskim łóżku. Jego głowa spoczywała na mojej klatce piersiowej, a ja bawiłam się jego ciemnymi lokami. Gdy pociąg zwolnił, wchodząc na wenecjańską lagunę, podniósł się na łokciu i spojrzał na mnie tak intensywnie, że poczułam ukłucie w sercu. "Niech to nie będzie tylko jedna noc" – powiedział, a w jego oczach zobaczyłam tę samą obawę, która tliła się we mnie. Wenecja czekała za oknem, a mój kochanek zza granicy trzymał mnie w objęciach.
Na dworcu Santa Lucia, otoczeni gwarem podróżnych, stał przede mną, trzymając moje dłonie. "Mam tu tylko dwa dni" – szepnęłam, a na mojej twarzy pojawił się smutek. Uśmiechnął się, ten sam uśmiech, który widziałam w ciemności przedziału. "Dwa dni to wieczność, gdy wiesz, jak ją przeżyć".
I tak się zaczęło – nie tylko romans, ale nowe życie. Jego pracownia w Wenecji stała się naszą świątynią, a to miasto – ogromnym łóżkiem, w którym odkrywaliśmy się na nowo każdego dnia. Ale to już zupełnie inna historia... historia, która przerosła nawet najśmielsze opowiadanie erotyczne.


Zostaw komentarz